Wybierz jezyk Strona glowna Mapa strony Kontakt
  O nas   Władze     Statut    Struktura     Członkostwo    1%    Kontakt 

Nikt z nas nie żyje tylko dla siebie


(fragment wykładu inauguracyjnego wygłoszonego przez Prezesa Polskiego Towarzystwa Lekarskiego prof. dr hab. Jerzego Woy-Wojciechowskiegio na IV Kongresie TOP MEDICAL TRENDS 12 marca 2010 w Poznaniu).

Zapamiętany z dzieciństwa sklep kolonialny, pachnący cynamonem i olejkiem z pomarańczy, a może połknięta w jeden dzień książka „Ojczyzna rozbitków” Juliusza Verne’a, czy „Wyprawa na Błysku” Jacka Londona. A może czytana jeszcze w szkole „Monika jedzie na Madagaskar”… Jakieś obrazki z kolorowymi tubylcami, z dawnych lat, dołączane do opakowań kakao, czy może stara puszka po herbacie z pozacieranymi, lecz jakże egzotycznymi obrazkami… Co wpływa na to, że będąc dorosłymi tęsknimy wciąż za dalekimi krajami, palmami, gorącymi wyspami i przygodami w tropiku. Po latach podróżujemy do miejsc naszych marzeń, pracujemy jako lekarze okrętowi, ale bywa też, że niektórzy zafascynowani księgą wszechczasów – Biblią, Nowym Testamentem zostają misjonarzami. Są też tacy, którzy chcą służyć ludziom podwójnie i będąc lekarzami jadą na misje. Z ponad 2000 polskich misjonarzy, działających na wszystkich kontynentach znajdują się także lekarze – misjonarze…

W początkach marca otrzymałem poprzez Internet list. Nadszedł z Indii, a podpisała go świecka misjonarka, lekarz Helena Pyz. Urodzona w Warszawie od 20 lat pracuje w Ośrodku Rehabilitacji Trędowatych Jeevodaya. Prowadzi tam kilka przychodni i organizuje pomoc w koloniach dla trędowatych. W dziesiątym roku życia przeszła chorobę Heinego Medina, co nie przeszkodziło jej w ukończeniu studiów medycznych. W lutym 1989 r. dowiedziała się, że inny lekarz-misjonarz dr Adam Wiśniewski, mający w Indiach pod opieką kilkanaście tysięcy trędowatych sam jest ciężko chory, udała się do Jeevodaya w podróż do Indii i po śmierci doktora Wiśniewskiego kontynuuje jego dzieło niosąc pomoc trędowatym. Dr Helenę Pyz poznałem przed dwoma laty, gdy za swą pełną oddania i charyzmy pracę była uhonorowana najwyższym odznaczeniem Polskiego Towarzystwa Lekarskiego - Medalem „Gloria Medicinae”. Tym razem zwracała się do mnie z prośba, by poprzeć dr Wandę Marię Błeńską w plebiscycie na Wielkopolankę stulecia.

Kandydaturę dr Błeńskiej, którą poznałem osobiście przed rokiem, poparłem z całego serca. Ta niezwykle skromna, wspaniała kobieta, o ujmującym sposobie bycia i mimo ukończonych 98 lat znakomitym młodym intelekcie głosi dewizę, że „Nikt z nas nie żyje tylko dla siebie”. Głosi nie samym słowem, lecz całym swym życiem.

Urodzona w 1911 roku w Poznaniu jest lekarzem i świecką misjonarką o niezwykłej charyzmie. W 1950 r. ukończyła kursy medycyny tropikalnej w Hamburgu i Liverpoolu, a po przyjeździe 11 marca 1950 r. do Afryki, pracowała przez 43 lata w ośrodku leczenia trądu w Bulubie. Tam przez lata pełniła funkcje lekarza naczelnego tworząc dla trędowatych nowoczesnym centrum lecznicze, rehabilitacyjne i szkoleniowe, które dziś nosi jej imię. Zaczynała pracę w bardzo w bardzo prymitywnych i ciężkich warunkach operując na łóżku polowym. Chcąc mieć więcej światła niezbędnego przy zabiegach, kazała zdjąć część dachu. „Było ciężko tylko przez pierwsze 20 lat” - mówi z humorem „Dokta”, bo tak ją nazywano w Bulubie. Po 10 latach szpital miał już 100 łóżek, a po 20-tu zaczęli przyjeżdżać także inni „nawiedzeni” miłością bliźniego lekarze z Polski, a na wieść, że trąd jest uleczalny przyjeżdżali zarażeni trądem chorzy, często z odległych miejsc, w tym także duchowni, nauczyciele i oficerowie armii. Po blisko 43 latach leczenia trędowatych powróciła do rodzinnego Poznania, którego jest Honorową Obywatelką. W Ugandzie, gdzie uhonorowano ją także tytułem Honorowego Obywatela mówiono o niej „Matka Trędowatych” chociaż Dokta twierdzi skromnie, że ta nazwa należy się nie jej, lecz Matce Teresie z Kalkuty.

Gdy spytałem dr Wandę Błeńską o jej przygodę, gdy płynąc łódką na jeziorze Wiktoria, zaatakował ja hipopotam ona odparła: - „Zawołałam – święty Rafale ratuj, a ja będę wiosłować”. Tacy są właśnie nasi lekarze-misjonarze. Proszą Opatrzność o pomoc, ale nie przestają wiosłować.

Prezes Polskiego Towarzystwa Lekarskiego
Prof. dr hab. med. Jerzy Woy – Wojciechowski